Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełkowe twory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełkowe twory. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 listopada 2013

Nie ma róży bez kolców :)

Róża- to kolejny motyw w zabawie "Zmierz się z motywem" w "Modrak Cafe"


Od razu powiem, że łatwo nie było!
Niby motyw prosty, piękny, a w mojej głowie była kompletna pustka...
nie miałam ochoty na różany decoupage, w "papierologii" królują u mnie ostatnio męskie klimaty, więc z różami mi było nie po drodze.
W końcu wyszperałam w pudełku czarno-złotą różę z jakiejś masy, chyba żywicznej?
Próbowałam zrobić makramowy naszyjnik z różą ale i to po kilku próbach okazało się nie trafionym pomysłem.



Wreszcie sięgnęłam po szydełko!
I otuliłam czarną różyczkę czerwonymi płatkami:
 


Wykorzystałam schemat na "różę stulistną", a ponieważ włóczka niezbyt pasowała mi do złotego wykończenia różyczki, wydziergałam ją ze sznurka satynowego, który raczej wykorzystuję w makramowych plecionkach :)
Wydaje mi się, że taki błyszczący sznurek dodaje róży elegancji???
 


Listeczki to już moja "wariacja",  bez schematu dziergane.
 


Róża jest dosyć sporych rozmiarów, więc potrzebowała solidnego mocowania, tym razem zastosowałam mocowanie talerzykowe.
Przyznam, że choć początkowo też nie byłam przekonana do tego pomysłu, to powoli się przekonuję do tej broszki.
Fajnie wygląda na moim pepitkowym kominie :)
 


A pozostając w temacie broszek...
na koniec jeszcze fotki mojego czarno-szarego motylka:
 


Potrzebowałam na szybko zapinki do mojego czarnego poncho, a przez wzgląd na okoliczność, nie mogło to być nic kolorowego, więc sobie takiego uplotłam.
 
 

Tyle na dziś.
Zapraszam wszystkich do Modraczka by podziwiać prace dziewczyn biorących udział w wyzwaniu.
I pięknego świętowania Wam życzę, mimo niesprzyjającej aury.

Pozdrawiam :)

P.S. Gdyby Ktoś miał ochotę zagłosować na moją różę zapraszam tutaj :)

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Beretka :)

... bo trudno nazwać prawdziwym beretem coś, co nakrywa tylko czubek głowy.
Odkąd pamiętam uwielbiałam nosić berety!
Z dzieciństwa pamiętam taki wełniany z dużym, puszystym pomponem.
Jako nastolatka nosiłam beretkę z cienkiego filcu obowiązkowo z "antenką".
Później  były jeszcze inne... aksamitne, z daszkiem, wełniane mniej lub bardziej ażurowe.
 A ostatnio postanowiłam sama zrobić sobie beret!!!



Znalazłam wzór najprostszy z najprostszych- bo moje związki z szydełkiem trudno nazwać przyjaznymi- praktycznie składający się z samych słupków.
Włóczka też najzwyklejsza, turkusowy "Kotek", by w razie wpadki nie było mi żal, że się zmarnowała.
A ponieważ trudno sfotografować beret, który nie jest na głowie, dziś będzie sporo fotek mojej skromnej osoby :)
 


To chyba moja największa, do tej pory, praca szydełkowa.
I choć wprawne oko szydełkowych mistrzyń na pewno znajdzie w niej błędy i niedoskonałości, ja jestem dumna jak paw!
 


Ozdobą beretu jest sześciopłatkowy kwiatek i trzy łodyżki-sprężynki.
Ach, gdyby wszystkie schematy były tak proste, jak ten, to nawet mogłabym polubić szydełkowanie :)))
 


Mój Mąż zrobił mi taką sesję fotograficzną że trudno mi było wybrać tych kilka zdjęć...
 


Spodobał mi się ten berecik, coś czuję, że zrobię sobie jeszcze taki z jakiejś fajniejszej włóczki, bo jesień tuż, tuż, a ja przecież uwielbiam
 beretki :)
 
 

Pozdrawiam

poniedziałek, 4 lipca 2011

Coś nowego?

Długo mnie tu nie było, a mimo to niewiele mam do pokazania. Wakacje zdecydowanie nie służą pracy twórczej, no chyba, że zaliczyć do tego wymyślanie zajęć dla marudzących dzieciaków...
Jeszcze kilka dni temu narzekałam na okropne upały i związaną z tym suszę... i teraz mamy od czwartku baaardzo mokro.
W dodatku po czwartkowej wielkiej burzy przez trzy dni nie mieliśmy dostępu do sieci, w końcu okazało się, że spaliła nam się karta sieciowa.
Niby nic skomplikowanego, kupiliśmy nową, ale przy próbie instalacji okazało się, że jest jakiś konflikt oprogramowania i skończyło się na formatowaniu całego dysku.
Teraz już wszystko działa jak trzeba, komputer śmiga, aż miło, tylko jednego mi szkoda, że mój Mąż zanim się zabrał za czyszczenie dysku nie wpadł na to by najpierw zdjęcia zgrać... wszystkie przepadły :(

No ale dość ględzenia.
Tym razem zapraszam na mój eksperyment kaboszonowo- szydełkowy:


Dla większości z Was to nic nowego, nic odkrywczego, ale dla mnie to prawdziwy debiut :)


A kolczyki i zawieszka powstały z pilnej potrzeby zrobienia prezentu urodzinowego dla Siostry, która z zasady nie nosi "dużej" biżuterii, a taka robiona makramą jednak ma swoje "gabaryty".


Wtedy przypomniałam sobie o kaboszonach, które dostałam kiedyś w ramach jakiejś wymianki i do teraz nie miałam na nie pomysłu.

Podkleiłam je kwiatowym materiałem i otuliłam beżową nicią.


Oczywiście ubranka szydełkowe dla kaboszonów robiłam na "czuja" bo moje pojęcie o szydełkowaniu kończy się na znajomości podstawowych słupków.
Nie obyło się więc bez prucia i wielu poprawek... w końcu uzyskałam w miarę jednolite wdzianka.


I komplecik- prezentuje się tak!
Wiem, żadna rewelacja, ale i tak jestem z niego dumna.
Wszak, każdy debiut cieszy.

Pozdrawiam cieplutko :)

sobota, 20 marca 2010

Kicki!

Tak to już jest, że małe dzieci często mają niewidzialnego przyjaciela...
Nasza Córka dość specyficzna była w tej kwestii, miała przyjaciół w wersji zbiorowej :)
Gdy miała jakieś trzy lata w naszym domu zamieszkały Kicki (potem były kolejno: Kubusie, królewny, siostry i wróżki).
Teraz z sentymentem wspominamy ten czas...a w tym roku Kicki nabrały kształtów:

 


Dwa pierwsze zrobione na szydełku według kursu Wiki

 


A ponieważ robótki szydełkowe idą mi dość opornie, postanowiłam zrobić takiego zajączka z kawałka materiału...

 


spodobały mi się te przycupnięte zajączki, więc powstał kolejny...

 


a jeszcze kilka czeka na wykończenie.
Bo przecież, jak Kicki, to od razu cała gromadka :)

A na trójkowej liście wszystko spada :(
No tak, znowu zapomniałam zagłosować!

Przyjemnej, wiosennej niedzieli życzę...za Waszą obecność i życzliwe słowa DZIEKUJĘ :)

piątek, 6 listopada 2009

Pierwsze koty za płoty...

czyli wielki debiut szydełkowy

Wspominałam już kiedyś, że postanowiłam zgłębić tajniki szydełka...no i powiedzmy, że nauczyłam się podstawowych oczek i słupków.
Ale bardziej skomplikowane wzory i rysunkowe schematy, to ciągle dla mnie czarna magia...
A jednak, wykorzystałam moje podstawy do takiej robótki:

 


Przedstawiam bezpalczatki...zwane też mitenkami

 


zrobione według łopatologiczego kursu Marysi
na zdjęciach powyżej jeszcze w stanie "surowym" (kolor w rzeczywistości jest raczej turkusowy ale tak go aparat przekłamuje)
Poniżej już po wykończeniu...



czyli z wielkimi brązowymi guzikami i kwiatkami wyszytymi brązową włóczką....



bo brązowych akcentów nie mogło zabraknąć, w końcu to mój ulubiony kolor...

 


no i dzięki temu bardziej mi pasują do większości moich zimowych ubranek, które oczywiście są brązowe ;)

 
Posted by Picasa


teraz korci mnie zrobienie czapki...albo beretki...hmm, ale to już "wyższa szkoła jazdy"
Cieplutkie i słoneczne pozdrowienia dla Was.
Dziekuję, że odwiedzacie mój Ma-kramik i pozostawiacie te wszystkie miłe słowa :)