piątek, 11 września 2009

Wielki dzień...

...to było wczoraj...a właściwie... 8 lat temu.
10.09.2001 roku odbył się nasz ślub.
Z okazji ósmej rocznicy tego wydarzenia, zrobiłam dla Męża skromny upominek...



To zdjęcie z naszego ślubu, przyklejone na pomalowaną farbą akrylową deseczkę, wcześniej ozdobioną "listem" na żółtej bibule (powleczonym lakierem akrylowym)



nie mogło też tutaj zabraknąć makramowego węzła...



dolny róg ozdobiłam pasmanteryjnymi kwiatkami, pociągniętymi lekko brązowym tuszem, plus perełki i listeczki z papieru tweest art- także potuszowane



jeszcze stempelkowa ósemka...




i serca ( stemple wycięłam z grubej pianki)



Ależ byliśmy wtedy młodzi...(i piękni..hi,hi)



... 8 lat temu połączył nas węzeł małżeński ... i tak z upływem lat splata nas coraz mocniej...
lecz musimy stale uważać, by ten supeł się nie rozluźnił, i baczyć na to, by trwając tak spleceni, nie zdusić własnego skrawka wolności i indywidualności...

środa, 9 września 2009

Orange...

...króluje ostatnio na prawie wszystkich "zaprzyjaźnionych" blogach...
Nie wiem... czy to zbliżająca się jesień, tak nas nastraja, że w pomarańczowych barwach poszukujemy energii na chłodniejsze dni?
Zarażona tym energetyzującym kolorem i ja uplotłam coś w barwach pomarańczy...



...domieszałam do tego trochę zieleni...w moim ulubionym kwiatku



A bransoletka mi wyszła taka asmetryczna...bo-wstyd się przyznać- w połowie robótki zabrakło mi sznurków...



i musiałam się nieźle napocić, żeby ją jakoś zgrabnie zakończyć.



Tak to już jest...dwa razy najpierw zmierz, nim zabierzesz się do wyplatania...



Jakoś nigdy się tej zasady nie trzymam i potem są skutki ;)

Pozdrawiam wszystkich gorąco, w końcu jeszcze mamy LATO, a pogoda dziś była wspaniała!!!

Mam nadzieję, że jutro też będzie pięknie, bo już jutro jest nasz...(?) WIELKI DZIEŃ

wtorek, 8 września 2009

Poniedziałkowa niespodzinka...

...spotkała mnie wczoraj, gdy zajrzałam do mojego MA-kramiku
Dostałam od Leny wyróżnienia...tak, tak nie jedno...









...tylko cztery.
to poczwórne wyróznienie mojego bloga bardzo mnie ucieszyło i dodało niesamowitej energii, do dalszej pracy (nawet, postanowiłam ambitnie nauczyć się szydełkować...i teraz Tosia ma dużo szlików dla lalek, bo na czyms trzeba próbować)

Z jednym mam tylko problem... Lena wyróżniła tak wiele osób, których pracę i ja chętnie bym nagrodziła, że nie wiem teraz czy się powtarzać i nagradzać jeszcze raz te same osoby???
Jeszcze nad tym pomyslę...na razie jeszcze się muszę nacieszyć moimi pierwszymi wyróżnieniami.

Pięknie dziękuję Lenie i wszystkim, którzy choć troszeczkę, lubią, oglądać moją radosną twórczosć ;)

POZDRAWIAM

niedziela, 6 września 2009

Happy "13"...

...Marta!
Moja siostrzenica miała niedawno urodziny.
A ja, jak zwykle, własnoręcznie, zrobiłam dla niej urodzinowy upominek.

Najpierw powstało pudełko, pomalowane farbą akrylową i ozdobione techniką decoupage.
Motyw przewodni „sweet home” z serwetki, towarzyszył mi gdzie się tylko dało...
Na zewnątrz pudełka...



i w jego wnętrzu...



A jakie niespodzianki skrywało pudełeczko?



Uchylmy szerzej rąbka tajemnicy...



Po raz pierwszy pokusiłam się na zrobienie notesiku...



Zrobiłam go z tektury falistej, z dodatkiem "serwetkowych" i guziczkowych kwatków i motylków, z motywem myszek (pochodzą z jakiej angielskiej broszurki dla dzieci, kupionej ...w ciuchlandzie)


nawet się zawzięłam i zrobiłam ręczne przeszycia...



Wnętrze okładki oczywiście „serwetkowe”



A to myszki z drugiej strony okładki...



I brokatowe kwiatki...



W pudełeczku nie mogło też zabranąć makramowej niespodzianki...



Z żółciutkiego sznurka uplotłam kolczyki...





Ozdobione zielonymi kwiatkami ze szkła weneckiego.



Całość przewiązałam żółtą wstążką i ozdobiłam etykietką...



...oczywiście litery na etykietce, wycięte z "serwetkowego" papieru



całość ręcznie przeszyta i ozdobiona drewnianymi kwiatkami(z Tosinych korali, które niestety pękły);

Ależ mi się napisało okropnie przydługawe sprawozdanie...
Dzięki za cierpliwość, tym, którzy to przeczytali ;)
Pozdrawiam cieplutko....