niedziela, 6 września 2009

Happy "13"...

...Marta!
Moja siostrzenica miała niedawno urodziny.
A ja, jak zwykle, własnoręcznie, zrobiłam dla niej urodzinowy upominek.

Najpierw powstało pudełko, pomalowane farbą akrylową i ozdobione techniką decoupage.
Motyw przewodni „sweet home” z serwetki, towarzyszył mi gdzie się tylko dało...
Na zewnątrz pudełka...



i w jego wnętrzu...



A jakie niespodzianki skrywało pudełeczko?



Uchylmy szerzej rąbka tajemnicy...



Po raz pierwszy pokusiłam się na zrobienie notesiku...



Zrobiłam go z tektury falistej, z dodatkiem "serwetkowych" i guziczkowych kwatków i motylków, z motywem myszek (pochodzą z jakiej angielskiej broszurki dla dzieci, kupionej ...w ciuchlandzie)


nawet się zawzięłam i zrobiłam ręczne przeszycia...



Wnętrze okładki oczywiście „serwetkowe”



A to myszki z drugiej strony okładki...



I brokatowe kwiatki...



W pudełeczku nie mogło też zabranąć makramowej niespodzianki...



Z żółciutkiego sznurka uplotłam kolczyki...





Ozdobione zielonymi kwiatkami ze szkła weneckiego.



Całość przewiązałam żółtą wstążką i ozdobiłam etykietką...



...oczywiście litery na etykietce, wycięte z "serwetkowego" papieru



całość ręcznie przeszyta i ozdobiona drewnianymi kwiatkami(z Tosinych korali, które niestety pękły);

Ależ mi się napisało okropnie przydługawe sprawozdanie...
Dzięki za cierpliwość, tym, którzy to przeczytali ;)
Pozdrawiam cieplutko....

piątek, 4 września 2009

Echo wakacji...

Zasmucona tym ,że lato powoli odchodzi, a jesień już coraz bardziej czuć w powietrzu, postanowiłam zatrzymać powiew lata w tej bransoletce...

Uplotłam ją z błękitnego sznurka- co by mi błękitne, letnie niebo przypominała...
o albo lazurowe wody mórz i jezior ...( co prawda ja, w te wakacje, byłam jedynie na basenie, ale co tam chociaż pomarzyć można)



W centrum bransoletki kulka jasnożółtego koralu...może w kolorze nadmorskiej plaży?
No i...ciepło- żółty koral, niczym gorące letnie słońce, które wszędzie świeciło tak samo pięknie...nawet na naszym podwórku :)



Nowością w tej bransoletce jest zapięcie.
Pierwszy raz zastosowałam, metalowe kółko i pałeczkę do przekładania ( tutaj ozdobne, z kwiatkiem)...i muszę przyznać, że jest to bardzo wygodne, a co najważniejsze- pewne zapięcie, bo nie jest możliwe, by samo się rozpięło...a to mi się zdarza, w zapinanych na magnes wyrobach.

Pozdrawiam wszystkich gorąco i fantastycznego weekendu życzę...i dziękuję, że tu zaglądacie i zostawiacie mi te wszystkie miłe słowa... wtedy czuję, że to, co robię, ma jednak jakiś SENS (chyba) !

środa, 2 września 2009

Druciane serce...

Znalazłam kiedyś w naszej piwnicy kawałek drutu, o bardzo ciekawym splocie...(podobno to resztka linki od karnisza)
Zaczęłam się nim bawić i...uplotło mi się serce.
Spodobało mi się, więc ozdobiłam je perełkami kulkami szkła weneckiego.
Dodałam metalową żabkę i... tak powstało coś...czego przeznaczenia po prostu nie umiem zdefiniować.


Może „ramka” na zdjęcie?


A może zawieszka na notatki?



kilka zbliżeń...





A to dziwne zdjęcie zrobione przez Kostka- nawet pies za szybą się na nim pojawia :)
A na razie, druciane serce wisi sobie w pokoju i czekam na pomysł, jak je wykorzystać...

wtorek, 1 września 2009

Nareszcie jest...

...dotarła wczoraj, wygrana przez Antoninę książka.
Długo i z niecierpliwością na nią czekała, obawiając się, że już nie przyjdzie.
Każda wizyta listonosza wiązała się z nadzieją, że może to już, że to nagroda...
ale oczekiwanie zakończone, a Tosia zadowolona ogromnie.
Tym bardziej, że przesyłka była zaadresowana do niej, a że była polecona,
to Pani listonosz wręczyła ją Tosi osobiście ( tylko mama się podpisała, bo tego Antonina jeszcze dobrze nie potrafi).



I nie było siły, od razu ją przeczytaliśmy...
Bo Tosia w ogóle uwielbia książki, kocha słuchać czytania, opowiadań z płyt, słuchowisk radiowych;
Książkę przeczytałyśmy...i jesteśmy zachwycone, bo jest to opowiadanie magiczne, takie trochę w stylu Baśni Andersena- ale tych oryginalnych, nie przerobionych, wygładzonych i skróconych...
A już ilustracje, są naprawdę fantastyczne...nawet Kostek z uwagą je oglądał (bo do czytania, to jeszcze nie ma trwania)



A oto kilka ilustracji, są przepiękne...









Ziewające drzewa...najbardziej podobają się Kostkowi



Nocny bal drzew...





I król lasu...



A tak książkę poleca wydawca:
Mały chłopiec, który się nudzi i który marzy o podróżach, wędruje w głąb lasu, na spotkanie z drzewami. Powoli je oswaja, a nawet zaprzyjaźnia się ze starym dębem, o mądrym i pełnym głębi spojrzeniu. Potrafi również usłyszeć ich rozmowy. A gdy młode drzewa zapraszają go, by przyszedł na bal, mały chłopiec już wie, że już nigdy więcej nie będzie sam.

Magiczna i pełna poezji podróż do krainy drzew, opowiedziana przez wybitnego, współczesnego pisarza, laureata Nagrody Nobla 2008